Od zespołu redakcyjnego
Zapraszamy do WCWI. To największy wędkarski serwis w polskiej sieci, ponad 4 tysiące artykułów, kilkadziesiąt tysięcy komentarzy, porad, wypowiedzi na forach, zdjęć i odsyłaczy... Wszystko opracowane, zredagowane i wystawione na publiczny użytek tysięcy Czytelników.
     * Istniejemy od 26 lipca 2001 r. * To już 4480 edycja WCWI! *
Advertisement
 
Interaktywnie na WCWI
Start
Trybuna Ludu
System Forów
Galeria fotograficzna
Linkownia
Tablica ogłoszeń
Przewodnik po portalu (FAQ)
Katalog główny artykułów
Start
Formy dziennikarskie i literackie
Wędkarz i ekosystem
O rybach dla wędkarzy
Metoda spinningowa
Metody gruntowe
Wędkarskie obsesje
Sztuczna muszka
Politechnika wędkarska
Wielki Informator WCWI
Turystyka wędkarska
Wędkarskie Kroniki
Start arrow O rybach dla wędkarzy arrow Ryby spokojnego żeru arrow Nasz leszcz jesienny
   
 
Nasz leszcz jesienny Drukuj E-mail
O rybach dla wędkarzy
Ryby spokojnego żeru
Napisał(-a) Piotr Myszka   
dnia 15.09.2005

Większość z nas zastanawia się nad wyjazdem na jesienne szczupaki, pięknie walczące sandacze i zachwycające swym żerowaniem okonie. Po letnich połowach leszcza na gruntówki najczęściej zapominamy o tych rybach i spychamy je na dalszy plan. A to duży błąd, bo właśnie nadeszła pora na ogromne, złote lechole.

Popracować nad zanętą
Już nie musimy zrywać się wcześnie rano i zarywać nocy, by być nad wodą skoro świt. Można pospać trochę dłużej i spokojnie wybrać się nad wodę. Jednak o wyprawie na jesienne leszcze należy pomyśleć już w domu. Przede wszystkim pomyślmy o zanęcie, bo stado dużych leszczy potrafi się z nią uporać w mig i nie zatrzyma się przy byle jakiej stołówce. Musi być w niej sporo gruboziarnistych cząstek i robactwa. Nie zaszkodzi dosmaczenie jakimś słodko-korzennym aromatem.

Na rzeki polecam następujący wypróbowany, prosty skład, który sprawdzał się już niejednokrotnie na Narwi, Bugu, czy Wiśle:


- 1 kg zanęty Kremkusa Spezi na leszcza
- 0,25 kg otrąb pszennych
- 0,5 kg parzonej kaszy kukurydzianej
- 0,5 kg pieczywa zanętowego
- 0,5 kg płatków jęczmiennych kruszonych
- 0,25 kg coco belge
- atraktor Brasem Marcela van den Eynde
- klej do zanęt np. PV-1, robactwo i żwir jako obciążenie

Z robactwem w leszczowych zanętach rzecznych, a szczególnie z pinką trzeba bardzo uważać, gdyż w mig potrafi rozbić zanętę i po kilku minutach nie ma już po niej śladu.

Są na to dwa ciekawe triki: przed dodaniem robaków do zanęty trzeba je mocno zmrozić lub wyrzucić na sitko i polać wrzątkiem np. z termosu. Oba sposoby dają podobny efekt - robaki stają się niemrawe i siedzą w kulach. I są pięknie i równomiernie wypłukiwane przez rzeczny nurt razem z innymi cząstkami zanęty. Taka mieszanka wyciąga ryby z daleka i możemy być zaskoczeni jak szybko zaczynają buszować przy naszych zestawach.

Jeśli chodzi o jeziora, to zanęta będzie zdecydowanie mniej spoista, ale też powinna w całości dotrzeć na dno. Tu może się rozłożyć w dywanik. Należy szczególnie uważać, gdy dno jest bardzo muliste, by kule w nim się nie pogrążyły. Wprawdzie leszcze i tak po jakimś czasie odnajdą te smakołyki, ale będzie to trwało znacznie dłużej.

Wartość zanęty na wody stojące (kanałowej czy też jeziorowej) znacznie podnosi nawet niewielki dodatek ochotki zanętowej tzw. jokersa. Wiosną i jesienią nie ma problemu z jej zdobyciem, gorzej latem. Przed dodaniem do zanęty ochotkę przesypuję glinką i wtedy larwy się rozdzielają i ciach do zanęty, której skład jest często następujący:

- 2 kg zanęty Super Trapera na leszcze
- 0,5 kg biszkoptu
- 0,25 kg kopry melasy
- 0,25 kg maki kukurydzianej
- 0,15 kg zmielonych pestek słonecznika
- 0,1 kg kolendry
- puszka zmiażdżonej kukurydzy i robactwo

W wodach, których jest duża populacja krąpi i leszczy można zwiększyć ilość kopry do ok. 20 proc. zanęty, gdyż rybki te szczególnie za nią przepadają. Myślę, że Stefiman to potwierdzi, gdyż dzięki takiemu zabiegowi, nieźle połowił na zawodach.

Postawić na spławik
Jeśli chodzi o metody to na rzekach dla mnie numerem jeden jest tyczka, a na wodach stojących odległościówka, bo jestem fanem spławika i uwielbiam się gapić w ten element zestawu. Jakaś magia, czy co?

Na rzekach wiele uwagi poświęcam gruntowaniu. Staram się znaleźć jakąś rynienkę, dołek lub chociażby niewielkie zagłębienie. Odpowiedni ciężarek na przyponie i trafna ocena sytuacji pozwalają dostrzec każdą nierówność dna. Warto w tym miejscu umieścić kule zanętowe, a raczej spłaszczone placki, by nie stoczyły się poza zasięg naszego wędziska, a odrywające się robactwo zatrzymywało w nierównościach dna. Ciekawych pod tym względem jest wiele odcinków Narwi, gdyż występuje tam pofałdowane dno, a odpowiednio dobrana zanęta powoduje, że leszcze wcześniej czy później w nią wchodzą.

A więc zanęcamy na szczytówkę wędziska. Na początku raczej brań większych ryb się nie spodziewajmy. Na to przyjdzie czas po cierpliwym oczekiwaniu, ale krąpie czy też płotki nie pozwolą się nudzić. A jak zdarzy się pojedynczy kleń, który każe podnieść się ze stanowiska, to już pełnia szczęścia. Ten czas warto wykorzystać, by bliżej przyjrzeć się naszemu zestawowi i sprawdzić "sprawność" wszystkich elementów.

Haczyk dobrany do przynęty, którą najczęściej będą białe i czerwone robaki oraz gruba ochotka. Przypon długi na przynajmniej 50 cm, dociążony w połowie długości niewielką śruciną tzw. "szperaczem" i położony na dnie. To jedna z tajemnic skutecznego połowu leszczy w rzekach - jak nie ma brań, to ja wydłużam nawet przypon do 70 - 80 cm. Drugą tajemnicą jest obciążenie i spławik, dobrane w zależności od uciągu. I tu wędkarze stosują często za lekkie zestawy. A lepiej zastosować za ciężki, tzw. przegruntowany niż zbyt lekki, bo zaręczam, że za "fruwającą" przynętą leszcze nie będą ganiały. Muszą mieć ją podaną przed nosem, a w zasadzie przed ryjkiem. Ja łowiłem już leszcze na zestaw w którym spławik miał wyporność 25 gr, ale to były warunki ekstremalne i normalnie nie trzeba się odwoływać do tak ciężkiej "broni".

Brania leszczy na rzekach objawiają się bardzo różnie - raz są to niewielkie pyknięcia, by innym razem móc obserwować szybkie odjazdy spławika w nurt. Natychmiast zacinamy i o ile jest to pięknie wypasiony jesienny leszcz to zaczyna się zabawa w "przeciąganie liny". Leszcz potrafi odjechać na gumie nawet z pięć metrów i tak stać w nurcie. Ale my nie panikujemy tylko spokojnie odkładamy wędkę i zaczynamy hol na samym topie. Gdy leszek ma pod trzy kilo, to znajdzie się w podbieraku i po piętnastu minutach, o ile wcześniej nie wygra całej "bitwy" i nasz sprzęt wytrzyma te zmagania.

Trochę inaczej przedstawia się sprawa na wodach stojących. Tu nie ma nurtu, no i mamy kołowrotek w zestawie, który będzie naszym sprzymierzeńcem i za pomocą którego jesteśmy w stanie ściągnąć ryby nawet z odległych stanowisk.

Zawsze warto popytać przed łowieniem miejscowych wędkarzy, lub poobserwować co sypią do wody. Wtedy możemy dodać do naszej zanęty (np. tej którą przedstawiłem na początku) taki sam składnik. Raz będą to płatki owsiane czy kukurydza z puszki albo pęczak, moczony chleb. Zawsze warto obserwować co dzieje się dookoła nas. A więc zanęta gotowa, zestaw na odległościówce zamontowany, więc pora posłać go na wodę. Tu również podobnie jak w rzekach warto znaleźć jakiś uskok, zagłębienie albo blat, co do którego jesteśmy pewni, że jest stałym miejscem żerowania leszczy. A one przed zimą chcą nabrać tłuszczyku i przy odpowiedniej zanęcie zatrzymają się dłużej i zapewne trochę "pobiesiadują".

Po zanęceniu i zarzuceniu wędki warto trochę postrzelać na spławik robactwem czy kukurydzą. Taki dywanik usłany ze smakowitych kąsków lubią wszystkie duże ryby, a pomiędzy nimi nasza przynęta z haczykiem. Po zacięciu jeziorowego leszcza już mamy nad nim pewną przewagę, bo dysponujemy odpowiednim zapasem żyłki. O ile hamulec jest odpowiednio wyregulowany, to jesteśmy w stanie sobie poradzić z każdą ryba - to tylko kwestia długości holu. Jeśli nasze jeziorowe łowisko jest nie za głębokie, to musimy się z tym liczyć, że na pewien czas po wyholowaniu ryby mamy spokój w braniach. Na rzece jest trochę inaczej, bo nawet na płytkich łowiskach leszcze nie przejmują się, że ktoś wyciąga ich pobratymca, o ile nie zerwiemy ryby. Warto ten czas przerwy w braniach wykorzystać na donęcenie łowiska i poczekanie na powrót stada.

Trzeba ruszać nad wodę
Warto zaplanować jakąś wyprawę na jesienne leszcze ze spławikiem. Oczywiście innych metod nie przekreślam, ale spławik to jest dla mnie to. Można sobie często odbić niepowodzenia całego sezonu, a na wędce potrafią się czepiać niezłe potwory. Jeśli chodzi o leszcze, to mój najlepszy połów zdarzył się właśnie na jesieni. Nad Narwią dwa lata temu wyciągnąłem 27 leszczy, z których największy ważył ponad 3,5 kilograma. A z kilkoma większymi niestety przegrałem pojedynek. Ja już przygotowuję się do wyjazdu na jesienne leszcze i mam nadzieję, że za tydzień trochę z nimi powalczę. Choć wiem, że ten wynik sprzed dwóch lat będzie trudny do pobicia, ale przecież nie o to w wędkarstwie chodzi. Nawet jak nic nie złowię, to będę zadowolony z tych kilku chwil spędzonych nad wodą.

Piotr Myszka

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
Prosze zaloguj się i dodaj komentarz.

Komentarze
Nasz jesienny leszcz
Dodane przez Karson w dniu - 2005-09-15 18:46:47
Super artykuł. Przepis na rzekę przepisałem i wypróbuję na bank. Dzięki. :grin
Nasz leszcz jesienny
Dodane przez strazNICK w dniu - 2006-10-03 15:55:07
Byłeś już na tej "wyprawie"?Napisz jakie wyniki:)

Powered by AkoComment 2.0!

 
 
 
Up Up
W portalu stosujemy pliki cookies w celach statystycznych. Korzystanie z witryny ze standardowymi ustawieniami przegladarki oznacza, że będa one umieszczane w Twoim urzadzeniu końcowym.
Kontynuacja przegladania portalu bez zmiany ustawień oznacza akceptację użycia plików cookies. Więcej w "Regulaminie korzystania z WCWI".