WCWI

[ 29-08-2016 | 15:30 ]

Zajawka o Pożegnaniu Lata

Chociaż ciągle działamy nietypowo, tzn. my piszemy, a Wy czytacie, to jednak dajemy radę nawet poumawiać się na spotkania... Po Urodzinach udało się ruszyć wiele spraw organizacyjnych i towarzyskich w różnych zakątkach kraju. Dowód poniżej :D

na rybach gdzieś na Wiśle

Ciągle, choć z przerwami działamy nad portalem. Jednak nie to chcieliśmy Wam przekazać, a sprawę nadchodzącego POŻEGNANIA LATA 2016!

Mirek nawiązał kontakt z właścicielami ośrodka w Starosielu (tymi co w poprzednim roku) i zaklepał nam termin spotkania na 23-25 września. Termin jest optymalny ze względu na pogodę i obowiązki, zresztą nie odbiega od zeszłorocznego. Jeśli więc macie ochotę przyjechać, spotkać się, powędkować na granicznym Bugu, to proszę o zgłaszanie uczestnictwa mejlowo do mnie (tj@wcwi.pl). Będę jak zwykle potrzebował Waszych danych (tych co zwykle) do sprządzenia listy pobytu w pasie nadgranicznym. Czekam na deklaracje do 16 września.

* * *

[ 01-08-2016 | 23:00 ]

Podziękowania

Dziękujemy wszystkim Wyspowiczom za przyjazd, pobyt i świetną jak zwykle zabawę. Co ciekawe, były to także urodziny, na których złowiono fajne ryby. Być może, gdyby było więcej czasu, a na pewno mniej atrakcji towarzyszących, to wyniki byłyby lepsze. Najważniejsze, że cali i zdrowi wróciliśmy do domów, a nasze przygody i jubileuszowe biesiadowanie będziemy wspominać podczas kolejnych spotkań.

zbiorówka

Korzystając z urlopu zabieramy się teraz do najważniejszej pracy, o postępach której będziemy informować.

* * *

[ 25-07-2016 | 14:00 ]

Szczegóły organizacji Urodzin

Poniżej znajdziecie najważniejsze wskazówki dojazdu na wyspę urodzinową, a także informacje na temat pobytu na 15. urodzinach WCWI. W razie szczegółowych pytań i niejasności proszę piszcie do nas (Romka, czy do mnie lub dzwońcie).

Najważniejszym miejscem podczas dojazdu jest miejsce skrętu do gospodarstwa, w którym należy pozostawić samochody. Żeby się do niego dostać najlepiej poruszać się drogą od strony Ciechocinka w kierunku Nieszawy. Ulica ma swoją nazwę (Nieszawska) i biegnie na południowy wschód, równolegle do Wisły. Jeśli będziecie nadjeżdżać od strony Nieszawy to trzeba skręcić w mieście w lewo, w stronę Ciechocinka (czyli na północny zachód). Sam dojazd do Ciechocinka lub Nieszawy jest prosty zarówno dla poruszających się A1, czy starą drogą nr 91 od strony W-wy, Łodzi, czy Gdańska. Goście przyjeżdżający ze ściany wschodniej ;) powinni przekroczyć Wisłę w Toruniu, Płocku lub Włocławku. Proszę nie liczyć na prom w Nieszawie, bo przy tych stanach wody kursuje okazjonalnie.

Po wyjeździe z Ciechocinka czy Nieszawy proszę wypatrywać tabliczki oznaczonej Siarzewo 26 (wsp. GPS: 52°51'28.9"N; 18°51'56.2"E). Jest to miejsce charakterystyczne, bo po drugiej stronie ulicy, przy której stoi tabliczka jest kapliczka.

kapliczka

skręt od Ciechocinka skręt od Nieszawy

Oznaczenie skrętu od strony Ciechocinka (lewe zdjęcie) i Nieszawy (prawe zdjęcie).

Po skręcie w gruntową drogę po ok. 100 m natraficie na rozwidlenie i w sumie obojętnie w którą drogę skręcicie, bo obie zmierzają do gospodarstwa rolnego widocznego na zdjęciu.

droga do gospodarstwa

Przez gospodarstwo proszę przejechać kierując się w stronę Wisły. Do brzegu prowadzi droga między polami i należy ją pokonać aż do samej linii drzew. Najlepiej od razu zawrócić samochód, bo jest dość wąsko. Jeśli będzie już po żniwach, to manewr będzie łatwiejszy, w przeciwnym razie proszę nie narobić nadmiernych szkód w uprawach.

droga do rzeki

Miejsca wyładunku bagaży zaznaczyłem na mapce.

wyladunek bagazy

Teraz najtrudniejsza część drogi na Wyspę, czyli opis miejsc wyładunku i dotarcia do miejsca, skąd odbierzemy Was łodzią. Na zrzucie z Google Maps zaznaczyłem 2 miejsca, w których można wyładować bagaże. Podstawowe miejsce to linia drzew, jednak za nimi nie znajduje się rzeka, a wielka piaszczysta łacha. Niestety z tego miejsca się do niej nie dostaniecie, bo tuż przy brzegu są pozostałości umocnienia brzegu i w wąskim kanale stoi głęboka na 1,5 metra woda.

rów z wodą w podstawowym do alternatywnego

Na lewym zdjęciu jest opisywany rów, którego nie przekroczycie bez zamoczenia siebie i bagaży, obejście go jest trudne. Po prawej stronie jest droga do ambony i zejścia na łachę. Zdjęcia były robione w czerwcu, podczas rekonesansu.

Dlatego bagaże należy donieść do Alternatywnego miejsca. Jeśli jednak będzie już po żniwach i to pole (na mapce z GM szare) będzie puste, a także będzie na tyle sucho i twardo, że można będzie przejechać, to proszę spróbować podjechać wzdłuż krawędzi pola od razu do miejsca Alternatywnego. Kierunek widać na zdjęciu z prawej strony. Na rekonesansie pokazał mi je zmierzający na ryby wędkarz. Trzeba dojść (dojechać) do tego suchego drzewa widocznego w oddali.

Prowadzi stamtąd przez linię drzew dość widoczna zejście na łachę (na zdjęciu poniżej od strony łachy zejście to ta ciemniejsza plama prawie pośrodku). Obok drzewa, przy którym znajduje się myśliwska ambona w krzakach będzie na Was czekał tobogan, rodzaj taczki, którą posłużycie się przy przenoszeniu bagaży do brzegu łachy. Piaszczysta mielizna jest rozległa i do linii rzeki trzeba będzie pokonać z bagażami ok. 250 metrów. Miejsce, do którego trzeba dojść po piasku oznaczymy tyczką. Na załączonym wyżej zdjęciu satelitarnym wypadnie to mniej więcej w połowie nurtu Wisły (zdjęcie jest po prostu nieaktualne)! Stąd dopiero zabierzemy Was łodzią na wyspę.

widok z mielizny na zejscie z pola

Po wyładowaniu samochodu kierowca odprowadza samochód do gospodarstwa i wraca do miejsca wyładunku bagażu (ok. 330 – 450 m). Gospodarze są nam bardzo życzliwi i wskażą odpowiednie miejsce na parking. Proszę nie płacić za parking, bo zrobię to za nas wszystkich po urodzinach. Niestety nie ma innej drogi. Na rekonesansie sprawdziliśmy dziesiątki miejsc, gospodarstw i dróg. To jest optymalne, chociaż wymagające nieco trudu. Wierzymy jednak, że nie przeszkodzi to Wam w dotarciu na urodziny. Po przyjeździe proszę zadzwonić do mnie lub Romka, wypłyniemy po Was wcześniej, chętnie też pomogę w transporcie bagaży przez piasek.

Czekamy na Was od rana (godz. 9-10) w piątek, a urodziny zakończymy wczesnym popołudniem w niedzielę. Cały ten czas spędzimy na wyspie, chociaż nie wykluczam, że jeśli ktoś będzie chętny do zwiedzenia pobliskiego Ciechocinka, to postaramy się Was dostarczyć na drugi brzeg. Od niego do miasta jest ok. 2 km marszu. Można też wrócić po samochód, pojechać do Ciechocinka, zwiedzić i wrócić.

Do wędkarskiej dyspozycji mamy cały, 5. km brzeg wyspy, przy której znajduje się nurt. Oznacza to, że w naszym zasięgu będą ciekawe do wędkowania miejsca. Możemy też podpłynąć do licznych, kamienistych główek.

atrakcyjna główka

świetna skarpa 2 m wody

jeszcze lepsza główka

skarpa i fajne miejsce do obłowienia

Ten obwód rzeki jest wydzierżawiony przez RZGW prywatnemu przedsiębiorcy, więc do wędkowania konieczne będą zezwolenia okresowe (1 lub 3 dniowe). Romek przygotuje ich tyle ile trzeba i udostępni je bezpośrednio na wyspie. Koszt zezwolenia dziennego wynosi 15 zł, a 3 dniowego 40 zł (chyba). Oprócz tego zbierzemy od Was po 20 zł od samochodu za parking. We własnym zakresie proszę zadbać o namiot nad głową i pozostałe rzeczy do noclegu oraz o zapas wyżywienia na okres pobytu. Jedynie w sobotę, tradycyjnie coś Wam przyrządzę. Pogodę w tym regionie zapowiadają znośną, ale proszę być przygotowanym na przelotne opady.

miejsce obozowiska jeszcze bez nas

Do zobaczenia zatem na 15. Urodzinach WCWI.

Administratorzy

* * *

[ 19-07-2016 | 23:00 ]

Zaproszenie na Barkę,

Warszawska grupa sympatyków WCWI ma jutro, tj. 20 lipca o godz. 18 spotkanie na Barce. Taką informację przekazał mi telefonicznie Michał z prośbą o zamieszczenie na stronie. Więc chętni z W-wy i okolic, którzy znajdą parę godzin wolnego, będą mile widziani w dawno nieodwiedzanej restauracji.

* * *

[ 04-07-2016 | 13:00 update]

Koleżanki i Koledzy,

Pojawiła się sugestia (dzięki Bartku!), że póki nie uruchomimy portalu dobrze byłoby, chociaż w przybliżeniu, podać położenie 15. wyspy urodzinowej. Głównie po to, żeby Ci, którzy zamierzają przyjechać mieli pogląd gdzie to jest. Poniżej publikuję więc zrzut ekranu z Google Maps w wersji Topo (Earth) z zaznaczonym miejscem naszego biwakowania. Dojazd i wodowanie będzie odbywał się z lewego brzegu Wisły, więc najłatwiej będzie na miejsce dojechać z Ciechocinka lub Nieszawy do miejscowości Siarzewo. O szczegółach napisze wkrótce.

* * *

Mam nadzieję, że jeszcze nas czytacie, bo chociaż nie mamy komunikacji przez portal, to jednak dzwonicie i dopytujecie jak się sprawy mają. To miłe, a przede wszystkim zobowiązujące nas do działania.

Z powodów ode mnie niezależnych moje życie zawodowe i rodzinne w ostatnim miesiącu niestety pokomplikowało się dość mocno. Jednak powoli wracam do normalnego trybu i zamierzam wykorzystać tę sytuację do zakończenia mocno zaległych spraw. Pierwszą z nich jest oczywiście uruchomienie portalu. Do 25 czerwca mam jeszcze do wykonania kilka zawodowych czynności (jak to w szkole), ale po tym ruszamy z wdrożeniem nowego oprogramowania portalu. Nie będzie to wersja ostateczna, ale widać tak być musi, bo dalsze rozwijanie projektu skończy się podobnie jak do tej pory, czyli znowu będziemy pisać do Was na tej stronie, czego za wszelką cenę chcemy uniknąć.

Pierwszym artykułem w nowej odsłonie będzie oczywiście relacja z rekonesansu na Wyspę Urodzinową. Mamy już ją namierzoną, odwiedzoną i sfotografowaną. Wydaje nam się zupełnie przyzwoita, choć przy obecnych stanach wody może okazać się mało wyspowa. Jest jednak - jak i te z poprzednich lat - bardzo urokliwa. Poza tym to ostatnia, naturalna wyspa w biegu Wisły, nieobjęta rygorem rezerwatu i jedna z nielicznych, na których nie byliśmy. Na panoramie poniżej widać jeszcze ledwo opływającą wyspę wschodnią odnogę rzeki, a po prawej stronie jaśnieje główny nurt Wisły. Zdjęcie było wykonane 12 czerwca podczas rekonesansu. Ta kępa po prawej to właśnie Wyspa 15. Urodzin WCWI.

 

 

Sama impreza odbędzie się w dniach 29-31 lipca i wszystkich chętnych proszę o zarezerwowanie tego terminu. O szczegółach dojazdu, parkingu i możliwościach wędkarsko-turystycznych podczas pobytu napiszemy pod koniec czerwca już na portalu. Wczoraj wywiesiłem inny termin (22-24 lipca), niestety taki też przekazałem dzwoniącym do mnie... Romek na szczęście mnie pilnuje i przypomniał, że inaczej postanowiliśmy kilka lat temu. No więc, odszukałem ten artykuł, w którym piszemy o naszych ustaleniach po XI Urodzinach WCWI.

W ramach odświeżenia pamięci, zachęty do udziału w tegorocznych urodzinach, a także dla zabicia czasu w oczekiwaniu na uruchomienie portalu ;), ten artykuł z początków września 2012 r. publikuję poniżej.

Administratorzy

* * *

 

Ponad miesiąc minął od XI Urodzin WCWI, więc to już najwyższy czas, aby zdać z nich relację. Nie tylko ja obserwuję, że coraz trudniej je pisać, bo powodów jest co najmniej kilka, ale o nich napiszę nieco później, podsumowując nie tylko tę, ale wszystkie portalowe urodziny.

* * *

Tak jak podawaliśmy w „zaproszeniu”, w tym roku spotkaliśmy się na zbadanej i wytypowanej podczas rekonesansu wyspie powyżej Warszawy. Zgodnie z przyjętą, choć niepisaną tradycją staraliśmy się zawsze zmieniać wyspy urodzinowe, szukając ich na środkowej Wiśle, bo tam one w większości występują, raz na południe, raz na północ od stolicy.
Rekonesans rozpoczęliśmy od wyspy z 2009 r. znajdującej się naprzeciwko prawobrzeżnej miejscowości Holendry. Powód był dość prosty, otóż znajduje się tam wygodny slip, a właściwie dostosowane do wodowania łódek miejsce, w którym zepchnęliśmy do wody Śmigłą. Poszukiwania wyspy urodzinowej odbyliśmy łodzią, którą przyholował z Siedlec Bartek. On też towarzyszył mi w rekonesansie. Wspominałem o tym w artykule zaproszeniowym. Jednak, spodziewając się na urodzinach większej liczby chętnych, desantówka, choć sprawdziła się świetnie przy takim stanie wody w rzece, to jednak jej wyporność i ładowność wymuszałaby kilkakrotnie więcej kursów. A Śmigła to jednak wiślana pychówka i co by nie pisać, jest w stanie przewieźć pół tony ładunku w żywym inwentarzu i bagażu.

Założyliśmy to znacznie wcześniej, bo Śmigła nie była na wodzie od czasu poprzednich urodzin w tych rejonach, czyli od nadmienionego już 2009 r. 3 lata na podwórku u Michała sprawiło, że po zwodowaniu jej w Porcie Czerniakowskim poszła jak kamień na dno, biorąc wodę wszystkimi możliwymi szczelinami. Taki jednak był zamysł, aby 3 tygodnie przed urodzinami zatopić ją i pozwolić drewnu wchłonąć tyle wody ile to możliwe, a potem nieco łódkę przesuszyć i uszczelnić.
Udało się to zrobić podczas kolejnych moich przyjazdów do Warszawy, kiedy przy pomocy mojego szwagra i jego kolegów wywlekliśmy Śmigłą z wody, uszczelniliśmy pakułami i lepikopodobnym środkiem konserwującym. Wyszło chyba nieźle, bo jak mogli zauważyć wyspowicze, w łodzi było w miarę sucho, tzn. przecieki nie wypełniły dna łodzi powyżej gretingów. O to właśnie chłodziło, choć do pełni szczęścia (i szczelności) trzeba by włożyć jeszcze nieco pracy... i zabiegów uszczelniających.

Najwięcej jednak trudności sprawiło nam ponowne załadowanie pychówki na samochodową lawetę, żeby przewieźć ją z Portu Czerniakowskiego do Holendrów i zwodować. Oczywiście można by płynąć pod prąd te ponad 50 km, jednak musielibyśmy wypłynąć co najmniej o brzasku, żeby z 5-konnym silnikiem, który pożyczyliśmy od Artura (Sołtysa) zdążyć na miejsce, czyli w okolice wyspy, zanim przyjadą pierwsi goście. Nie mieliśmy aż tyle czasu i możliwości, więc łódka nie bez wysiłku powędrowała na lawetę, bo jak się orientujecie, standardowa wiślana pychówka potrafi ważyć 300 i więcej kg, zwłaszcza jeśli jest dobrze namoknięta, a taka była. Udało się jednak, choć zabrało nam to więcej czasu niż zakładaliśmy.
Wodując ją w Holendrach mieliśmy z Michałem jeszcze ok. 15 km do przepłynięcia, na szczęście z nurtem, za to w wyśmienitych humorach, jakie zawsze towarzyszą przed spotkaniem z przygodą. Cokolwiek by nie napisać, zawsze wyprawa, spływ Wisłą był dla mnie przeżyciem i ciekawym doświadczeniem. Zazdroszczę zawsze mieszkańcom żyjącym i korzystającym z uroków rzek, możliwości nieograniczonego praktycznie pływania i badania miejsc niedostępnych dla innych. To zupełnie coś innego jak pływanie po jeziorach, nad którymi mieszkam. To też oczywiście ciekawe, ale już bez tej nutki niepewności, uroku i nostalgii. Rzeka to rzeka! Zwłaszcza duża.

Przepływaliśmy w okolicach ujścia Pilicy, kiedy zadzwonił do nas Artur (Argrabi), który wraz z Bartkiem byli pierwszymi gośćmi XI Urodzin. Z tamtego miejsca mieliśmy jeszcze ok. 8 km drogi, więc bez ociągania manetka gazu została przekręcona do oporu w lewo zgodnie z powiedzeniem „cała naprzód”. Po niecałej godzinie dobiliśmy do brzegu, który miał stanowić nasz port. Na szczęście nie było wędkarzy, których spotkaliśmy podczas rekonesansu (zresztą uprzedzaliśmy ich, że 10-12 sierpnia będzie przy tamtym brzegu dość ruchliwie, stąd i nie przyjechali na ryby). Krótkie powitanie (widzieliśmy się z Arturem dzień wcześniej, bo pojechaliśmy do niego do Piaseczna po kapoki, które przechowywał dla nas od urodzin w 2009 r.), załadunek bagaży i 5 minut drogi wystarczył, aby dobić do wyspy urodzinowej.

Od naszego pobytu tydzień wcześniej na wyspie nic się nie zmieniło, oprócz tego, że woda ciągle opadała, ale dzięki temu jeszcze łatwiej było dobić do wysokich brzegów wyspy. Nawet nie zdążyliśmy w pełni rozbić serwerowni, kiedy zadzwonił Mirek – kolejny wyspowicz, a zaraz za nim Bartek. Obóz praktycznie został urządzony w 2 godziny. Artur po rozstawieniu swojego namiotu wyszukał nieopodal tajemnicze miejsce na nie mniej tajemnicze czynności, czyli wygódkę, odpowiednio ją wykopał i oznaczył, rozpalił ognisko, a pozostali porozstawiali wokoło niego swoje namioty. Wyspa ożyła rozmowami i krzątaniną przybyszów z Polski, na razie 6, ale oczekiwaliśmy następnych.

Pogoda tego dnia była dość zmienna. Zachodni wiatr naganiał co i rusz jakieś chmury, z których nawet coś popadało. To jednak mżawka w porównaniu do ulewy, która w tym czasie przeszła nad Kujawami i Mazowszem. Szczęśliwie już, nas pogodowe przejścia ominęły. Dojechali do nas Piotrek ze Sławkiem z Łodzi i Kasia z Maćkiem z Warszawy. Do ciemnej nocy czekaliśmy na następnych wyspowiczów... niestety bez skutku. Oprócz zawsze miłych i pocieszających telefonów z życzeniami urodzinowymi tego dnia nikt więcej bezpośrednią obecnością nas nie zaszczycił.

Po pierwszym wspólnym posiłku większość z nas zmontowała zestawy do przeróżnych metod wędkarskich i postanowiła nieco zbadać okoliczne miejscówki. Niska, ciepła woda, niepewna pogoda, a może i brak wędkarskiego szczęścia wpłynęły na wyniki, a właściwie na ich brak. Poza paroma rachitycznymi zachowaniami przynęt nic znaczącego ani nie widzieliśmy, ani nie złowiliśmy. Ucichły nawet bolenie na pobliskiej przykosie, które obserwowaliśmy z Bartkiem podczas rekonesansu. Ten jeden, stróżujący dał znaki życia dopiero nad ranem, kiedy ognisko już przygasało i kładliśmy się spać.

Wczesnym przedpołudniem dojechali do nas Adam z synem z Łodzi, dając tym samym potencjalną nadzieję na kolejne przyjazdy. Obóz już nie spał, bo jak to na wyspie, śpi się krótko, a żyje intensywnie... :) Zjedliśmy śniadanie i kto chciał poszedł na ryby, a ci, którzy zostali tradycyjnie zajęli się rozmowami o rybach, tych złowionych i tych przyszłych, nadchodzących wyjazdach i całkowicie odległych, czy wymarzonych. Dzień był przepiękny, więc nie traciliśmy czasu na wypoczynek w namiotach. Zgromadziliśmy się przy ognisku, które zwyczajowo palić się powinno od pierwszego do ostatniego wyjeżdżającego gościa, próbowaliśmy wyrobów kuchni chełmskiej, siedleckiej i mazowieckiej. Smakowaliśmy trunki ze wszystkich stron świata i jak zwykle świetnie się bawiliśmy. Nie zabrakło też wspomnień z poprzednich spotkań i ustaleń przyszłych. W sumie to właśnie przyszłość stała się motywem przewodnim urodzin, a powodem była, co nie trudno zgadnąć, frekwencja na obecnych.

Bywały oczywiście urodziny bardzo kameralne, gromadzące kilkanaście osób, jednak historycznie rzecz biorąc następne urodziny najczęściej zaskakiwały ponownym, wysokim zainteresowaniem ze strony wucewujowiczów i zupełnie nowych osób. Od kilku jednak lat widać wyraźny regres i chyba czas przedsięwziąć jakieś środki ratunkowe.

Sobota na wyspie, to także, od II urodzin tradycja zapoczątkowana przez Tomka, a polegająca na przygotowywaniu przez admina wspólnego, obozowego posiłku. Przy okazji, tak jak przy wyborze wysp, admini dbają o to, żeby była to inna potrawa. Wbrew pozorom (w każdym razie w moim przypadku tak jest, może głównie dlatego, że nie kucharzę na co dzień, a od wielkiego dzwonu) wybór potrawy, którą daje się w nieskomplikowany sposób przygotować na ognisku, a przy okazji będzie to coś pożywnego, sycącego i jednodaniowego, wcale nie jest takie proste. Były już różne potrawy, często mocno odbiegające recepturami od uznawanych za standardy kucharskie, bo przystosowywane do obozowych warunków. Niektóre do dzisiaj, a co mi - bez tzw. kitu - pochlebia, uznawane zostały za bardzo dobre. Tym razem wymyśliłem coś do przygotowania na szybko, a mianowicie zupę chińską. Jak sądzę, jest ona obecna w wielu domach, więc receptury nie podaję, bo gotowanie jest bardzo proste. Dzięki pomocy Maćka uwinęliśmy się na zakupach w 2 godziny w supermarkecie i w góro kalwaryjskich straganach warzywnych nabyliśmy to co nam potrzeba. Zupa powstała na bazie gotowych miksów warzywnych (mieszanka „zupa chińska”) plus oczywiście dodatek mięsa drobiowego i świeżych warzyw bukietowych (włoszczyzna) oraz makaronu.

W obozie z niezawodną w tych sytuacjach (i nie tylko tych, o czym nieco później) Kasią Korsarzową szybko przygotowaliśmy to co potrzeba i mam nadzieję, że wszyscy wyspowicze posilili się do syta i ze smakiem. Dolewki (dokładki) były tym razem do woli, bo choć zagotowałem tylko pół garnka, to jak pamiętacie to garnek na 60, półlitrowych porcji, więc nawet te pół zawartości było nadto dla naszej garstki. W 2 godziny udało nam się spełnić obozowy obowiązek i wróciliśmy do wyspowych zajęć.

Po jedzeniu, wucewujowa młodzież spalała kalorie fikając na łące koziołki, a starsi zajęli się poważniejszymi zadaniami. Tak też się dzieje, że na każdej wyspie coś robimy po raz pierwszy. A to aukcje, a to zawody rzutowe, a to pływanie rekreacyjne, a to zabawy karciane...

Tym razem urozmaiceniem były zawody strzeleckie z krótkiej broni pneumatycznej, którą przywiózł ze sobą Adaś. Jak zwykle zajęcie wzbudziło powszechne zainteresowanie i do tarczy próbował trafić każdy. Zgoda, że z różnym skutkiem, ale przecież nie o to w tym chodzi. Za to zabawa była przednia. A wieczorem znowu, kto chciał poszedł na ryby.

Efekty widać powyżej, chociaż osobiście przeżyłem coś, czego dawno nie doświadczyłem, głównie dlatego, że wędkuję raczej samotnie i nie zdarzają mi się tego typu sytuacje. Otóż poszedłem z Wieszakiem na rokujący odcinek brzegu wyspy z zamiarem połowienia na przystawkę. Na roślinne przynęty bez poprzedniego nęcenia trudno coś złowić, a na mięsne, typu białe robaki, szarpało to, co Adam demonstruje powyżej. Założyłem więc dendrobenę, zaprawianą sardynką (wynalazek Berkeley’a). W międzyczasie zadzwonił Romek (Erwin) z życzeniami urodzinowymi i opisem sytuacji na portalu podczas mojej nieobecności. Gadu-gadu przez telefon, Wieszak wędkował z mojej lewej strony, ja siedziałem nieopodal, ale że rozmowa się przedłużała, wędkę oparłem o korzeń, który sięgał brzegu, a drugą rękę zająłem poszukiwaniem rurki tytoniu ;) Skutki były takie, że ze zdziwieniem odnotowałem najpierw odkształcenie i skok szczytówki, następnie 2, 3-krotne podskoczenie wędki na korzeniu i w końcu piękny wjazd wędki po mule w stronę nurtu rzeki. Koniec kropka. Przerwana rozmowa, błoto po kolana na nogach, chwyt wędki za koniuszek blanku w tzw. ostatniej chwili i naturalnie zacięcie. Cóż... w powietrze, bo to, co miało być i ewentualnie zostało zszokowane sardynką dawno się połapało, że Berkeley to wielka ściema i należy to wypluć czym prędzej. A mnie w opowieściach wnukom przyjdzie zgadywać, czy brzana to, li leszcz tylko... ki diabeł jakiś o niebotycznych rozmiarach? Gdybać można, ale zestawu raczej byle glut nie wciąga... Sprawdza się też stare powiedzenie, że ten, co robi kilka rzeczy na raz, żadnej nie robi porządnie. Pozostało mi szukać pocieszenia przy ognisku, bo sobotni wieczór to taka specjalna pora na każdych urodzinach.

Nazajutrz czekały nas powroty . Nikt znany mi ich nie lubi, ale są nieuniknione, więc jedyne, co pozostaje to oddalać je jak najbardziej się da. Od rana w niedzielę wyspowe scenariusze są podobne. Pierwsza wstaje Łódź, nie żeby mieli najdalej, ale Oni po prostu są niesamowici :) Dokładają do ogniska, gotują kawę, pieką kiełbaski... i nawołują pozostałych do pobudki. Nie daliśmy się długo prosić. Obozowisko budziło się systematycznie, co widać po kolejnych zaspanych głowach w otworach wyjściowych namiotów. Tym razem już przy złożonym obozie (w międzyczasie systematycznie wyspowicze pakują się i przenoszą swoje bagaże w okolice brzegu i łodzi) uczestnicy w komplecie siedzą i intensywnie dyskutują o ważkich sprawach portalowych. W składzie, w którym świętowaliśmy XI Urodziny WCWI czuliśmy się na siłach i w obowiązku przedsięwziąć postanowienia, które rzutować będą na przyszłe spotkania i organizację życia portalu. Na rozmowach zeszło nam do godz. 15.

Po dostarczeniu ostatnich wyspowiczów w okolice brzegu, na którym zaparkowaliśmy samochody, z Michałem zapakowaliśmy nasze bagaże i rozpoczęliśmy odwrót do Portu Czerniakowskiego, mając przy tym nadzieję na dopłynięcie przed zmierzchem. Rzeczywistość okazała się ciut inna, niż zakładaliśmy, głównie z powodu niskiego stanu wody. Były bowiem na rzece miejsca, w których nie sposób było przewidzieć głębokości mimo wytyczonego toru wodnego (nawet sobie nie wyobrażam jak to wygląda teraz, kiedy piszę ten artykuł i mam świadomość dalszego spadku poziomu wody, bo wówczas na wodowskazie w punkcie pomiarowym Warszawa Nadwilanówka było 179 cm, a teraz jest 141 cm).

Największe trudności mieliśmy na wysokości Rezerwatu Wysp Świderskich, gdzie po pierwsze krajobraz przypominał charakterem okolice po przejściu trąby powietrznej z porozrzucanymi i zatopionymi drzewami, po drugie, żeby to ominąć mieliśmy do dyspozycji szlaki z wodą do kostek, gdzie nie radziły sobie ani silnik z krótką kolumną, ani nasze zanurzenie. Szczęściem Maciek zabrał samochodem serwerownię i plecak Michała (prawie 50 kg bagażu), bo bez tego w ogóle przebicie się przez te okolice byłoby niemożliwe.

Praktycznie klucząc od brzegu do brzegu i szukając „szklanki wody” pod kilem już po zachodzie słońca, z włączonymi czołówkami minęliśmy Most Łazienkowski i wpłynęliśmy przez wrota śluzy do Portu Czerniakowskiego. Tu nas spotkała kolejna niemiła niespodzianka. Otóż Śmigła w założeniu miała powrócić do pomostów Fundacji „Ja Wisła”, czyli u Przemka Paska. To miejsce oddzielone od Portu kolejnym przejściem pod Mostem Łazienkowskim. Przy wysokim stanie wody pewnie nie byłoby z tym problemu, ale to co zastaliśmy plus prace hydrotechniczne w samym Porcie (czyszczenie i pogłębianie dna) spowodowały, że o godz. 21 zawiśliśmy na kamieniach i w mule tuż koło przejścia pod mostem. Nie dało się dalej płynąć, a zalegające dno śmieci wystawały ponad powierzchnię wody. Michał wyszedł więc na brzeg i piechotą udał się po poradę do bosmana, stacjonującego w stanicy Fundacji. Ten doradził nam, żeby przybić do jednej z kilku metalowych, zamieszkanych barek w Porcie i dzięki uprzejmości właścicieli i znajomości z Przemkiem pozostawić Śmigłą u nich. Tak też się stało, czyli ok. godz. 22 mój szwagier odebrał nas z nabrzeża przy Warszawskim Towarzystwie Wioślarskim, a łódka została poniżej w Porcie, zacumowana do barki znajomego Przemka, w oczekiwaniu na lepsze czasy, czyli wyższy stan wody (nadal wiemy, że jest coraz gorzej i póki co, łódką nie możemy przybić do pomostów Fundacji).

Tak zakończyły się XI Urodziny portalu w naszym wykonaniu, a w wydaniu wyspowiczów na szczęście udało się bez przeszkód dojechać do domów.

W podsumowaniu tradycyjnie już chciałbym podziękować w imieniu grona administratorów portalu za obecność tym wszystkim, którzy uważają, że czas urodzin portalu to coś specjalnego, przeznaczonego dla użytkowników, przyjaciół i sympatyków WCWI. Nigdy, pomimo różnych opinii, nie była to impreza zarezerwowana dla kręgu wtajemniczonych, czy specjalnych gości. Zaproszenie zawsze kierowane było do wszystkich, którzy chcą przyjechać, czują pasję i łączność z tymi, którzy tworzą WCWI. Dlatego też obecność tej garstki userów (na 7500 wszystkich zarejestrowanych) uważam za osobistą nobilitację i podziękowanie. My także (admini) specjalnie Wam dziękujemy za to, że znaleźliście czas i chęci do przyjazdu! Zwłaszcza osobom, które choć nie uczestniczą aktywnie w życiu portalu, zawsze nas wspierają i, w co nie wątpię, dobrze życzą rozwojowi w Sieci. Dziękuję także za wszystkie, przesłane esemesami lub w bezpośredniej rozmowie życzenia urodzinowe.

Specjalne podziękowanie kieruję do Kasi Korsarzowej. Nie mam słów, które oddałyby moją wdzięczność za reprezentację żon (kobiet) wędkarzy. Nie muszę chyba pisać, że nasze hobby jest dość specyficzne, często dość egoistyczne, bo jadąc na ryby zostawiamy pozostałych członków rodziny w domach. Rzadko nam też towarzyszą z własnej woli we wspólnych wyjazdach, gdzie, jak wiadomo, nie tylko ryba ściele się gęsto ;) Kasia nie opuściła żadnego z oficjalnych spotkań WCWI, za wyjątkiem tych, na których i Maciek (jej mąż) nie mógł być obecny z powodu wypadku komunikacyjnego. Tym bardziej jej postawa i poświęcenie zasługuje na wyróżnienie i naszą wdzięczność, że bywa jedyną przedstawicielką pań wśród męskiej grupy dość surowo zachowujących się panów. Kasiu tak trzymaj! I obyś przyjeżdżała wiecznie, łagodzisz obyczaje i masz oko na wszystko i wszystkich. Szczególnie i osobiście dziękuję Ci za Twoją pomoc przy obowiązkach admina podczas przyrządzania potraw wyspowych ;).

Drugie i wcale nie mniejsze słowa uznania i podziękowania kieruję do mojego szwagra, Krzyśka, który pomimo licznych obowiązków zawodowych organizował nam bezinteresownie transport łodzi, pomoc w wodowaniu i konserwacji łodzi. Nie da się wymienić wszystkich tych czynności, które wykonał abyśmy z powodzeniem mogli odpłynąć łodzią do miejsca przeznaczenia. Przy okazji, swoim zaangażowaniem zaraził swoich kolegów, bez których także i te urodziny byłyby bardzo trudne w organizacji, jeśli nie niemożliwe. Serdecznie dziękuję więc Maćkowi i Mariuszowi.

Śmigła jako druga z flagowych łodzi WCWI, choć nieformalnie, służyła nam w wielu wyprawach. Jej wodowanie i wykorzystanie nie byłoby możliwe dzięki Przemkowi Paskowi z Fundacji "Ja Wisła" i Jego przychylności w udostępnieniu miejsca stacjonowania. Dziękuję także bosmanowi z przystani Fundacji za rady przy konserwacji łodzi i wszelką pomoc techniczną w trakcie prac szkutniczych. Jeszcze raz wielkie dzięki!

I na koniec specjalne podziękowania Michałowi (MK), za czas, ochotę, obecność i łódź niezbędne to organizacji tych urodzin. Arturowi (Sołtysowi) za pożyczenie silnika do łodzi i wyrozumiałość w jego zwrocie... (oddam osobiście :)). Bartkowi (bart_siedlce) za udział w znalezieniu wyspy (co prawda dziękowałem już w tekście zaproszeniowym, ale 2x nie zaszkodzi) i w końcu Arturowi (Argrabiemu) i Jego żonie Ani za pożyczenie kapoków i tolerowanie nocnych odwiedzin po nie, w przeddzień wyjazdu urodzinowego.

Mam nadzieję, że będzie okazja do wyrażenia mojej wdzięczności w sposób bezpośredni przy najbliższym spotkaniu.

* * *

Zgodnie z tym, co zapowiadałem w zajawce artykułu napiszę teraz o naszych ustaleniach, poczynionych podczas XI Urodzin WCWI wśród grona obecnych przyjaciół, osób które śmiało mogę zaliczyć do grona animatorów realnego życia portalu.

Jak wiecie istniejemy od lipca 2001 r. co powoduje, że zgodnie z ustaloną tradycją staramy się podtrzymywać więź między zespołem administracyjnym a użytkownikami, organizując cyklicznie 2 razy do roku spotkania w tzw. realu. Do spotkań tych należą: Konferencja i Urodziny WCWI. Relacje z większości tych spotkań można poczytać w dziale "Sprawy WCWI" na forum lub "Z życia WCWI" wśród artykułów.

Oczywiście nie wszystkie spotkania są zrelacjonowane, bo to spory wysiłek dla autorów, żeby znaleźć czas i chęci na opisanie minionych wydarzeń. Były jednak czasy, kiedy po tych spotkaniach ukazywało się po kilka opisów, czy fotorelacji. Od kilku lat jednak zauważamy dość stały spadek zainteresowania tymi imprezami. Proszę przy okazji mi uwierzyć, że nie zamierzam tu nikomu robić wyrzutów. Wydaje się jasne, że niektóre formy aktywności mogły się zwyczajnie przeżyć i nie zgromadzą już frekwencji oscylującej wokół grup kilkudziesięcioosobowych. Zarówno ten czas jak i okoliczności są niezbyt sprzyjające, aby każdy z nas pozostawił za sobą, to co stanowi priorytet (rodzina, dom, praca) i bezkrytycznie uczestniczył w spotkaniu pasjonatów, których oprócz wędkarstwa łączy jeszcze chęć wspólnego spotkania, porozmawiania, czy nawet wypicia piwa. Bywa też, że ustalone terminy, bez względu na to, że podane wcześniej, czy później kolidują z tymi, które uważamy za ważniejsze.

Nieco inną sprawą jest także lokalizacja urodzin. Jak wiecie, zawsze staraliśmy się wytypować inną, niepowtarzalną wyspę na środkowej Wiśle na doroczne spotkanie podczas urodzin. Tych wysp już zwyczajnie brakuje. A to oznacza, że musimy zacząć je powtarzać. Przepłynęliśmy w różnym składzie odcinek Wisły od Dęblina/Puław do Torunia i zdając sobie sprawę, że dzika Wisła jest w stanie tworzyć nowe miejsca, także wyspy, to proces wyspotwórczy jest jednak długotrwały, zwłaszcza jeśli oczekujemy, że taka wyspa będzie nadawała się do naszego pobytu.

To gdzie byliśmy ilustruję zdjęciami poniżej. Nie są to zdjęcia zbiorowe, a jedynie wybrane przez mnie zdjęcia, które pochodzą ze wszystkich odbytych przez nas urodzin.


W lipcu 2002 r. zainaugurowaliśmy Urodziny WCWI. Wyjazd ten zgromadził najwięcej osób w historii portalu. WCWI było wówczas, obok Rybiego Oka i mniej masowego SWI jednym z nielicznych serwisów wędkarskich.

 


W następnym, 2003 r. odwiedziliśmy jedną z Wysp Smoszewskich (okolice Czerwińska n/Wisłą).

 


Trzecie urodziny odbyły się na wyspie znajdującej się na południe od Warszawy, w okolicach Kozienic i miejscowości Kępeczki.

 


Na czwarte urodziny wytypowaliśmy wyspę w dół od stolicy, czyli okolice Rakowa.

 


W 2006 r. wyspowiczów gościły okolice Nieszawy i wyspa Ptasia.

 


Na VI Urodziny wróciliśmy w górę rzeki. Wyspa nazywała się Kłoda od pobliskiej miejscowości o tej samej nazwie.

 


Kolejne urodziny w 2008 r. spędzaliśmy w okolicach Chmielewa, czyli powróciliśmy na urokliwy odcinek Warszawa-Czerwińsk-Wyszogród

 


Rok później Urodziny odbyły się naprzeciwko Holendrów, czyli zgodnie z tradycją, Wisła przedwarszawska.

 


W 2010 r. urodzinową wyspą mianowaliśmy okolice Rachcina.

 


Na jubileusz WCWI, czyli X Urodziny wróciliśmy na Wyspę (Kępę) Wyszogrodzką. Spotkanie nie było już tak liczne jak w 2002 r. jednak nie mniej uroczyste.

 

Powyższe spostrzeżenia, a także to, że być może nasza decyzja odnośnie organizacji spotkań WCWI da szansę tym, którzy nigdy w nich nie uczestniczyli, a chcieliby być obecni np. na urodzinach spowodowały, że ustaliliśmy co następuje:

Trwałe i tradycyjne imprezy cykliczne WCWI, czyli Urodziny Portalu i Konferencja Portalu odbywać się będą co 2 lata. Oznacza to, że następne urodziny portalu, czyli XIII, odbędą się w 2014 r. a ich miejscem będzie, któraś z odwiedzonych już wysp na północ od Warszawy, chyba że znajdziemy zupełnie nową. Urodziny organizować będziemy w ostatni weekend lipca.

Kolejna Konferencja WCWI, nazywana także KKNN o numerze XII (pierwsza była w Wildze w 2002 r.) odbędzie się w 2013 r., zaś następna (trzynasta) w 2015 r. Urodziny będziemy numerować zgodnie z rocznicą, a konferencję wg kolejności.

Miejsce konferencji będzie ustalane odrębnie, bo ośrodków, w których możemy się spotkać jest znacznie więcej niż wiślanych wysp. Jak sądzę, podczas organizacji zawsze pojawi się wątek lokalności. W przeszłości spotykaliśmy się od Wielkopolski po Pomorze, więc przy tej imprezie miejscem nie będziemy się ograniczać. To co ważne, aby każdy z wyprzedzeniem wiedział o terminie, Konferencja WCWI, czy jak kto woli KKNN odbywać się będzie w drugi weekend lutego.

Pozostałe imprezy, często także o cyklicznym charakterze pozostają bez zmian, w gestii organizatorów. Należą do nich niezmiennie przyciągające znacząco większą liczbę uczestników: Pożegnanie Lata (PL), Krakowskie Odłowy Smoków (KOS) i spotkania na Jeleniej Wyspie. Oczywiście nie wykluczamy pomysłów i organizacji innych spotkań wśród użytkowników portalu.

Naszą decyzję uważam za obowiązującą, ale miło mi będzie podyskutować nad nią np. w komentarzach.

Tekst: TJ
Zdjęcia (z ostatnich Urodzin): Artur i Adam, pozostałe różni autorzy.

* * *

[ 13-05-2016 | 16:30 ]

Koleżanki i Koledzy,

Pomimo dość długiego czasu od ostaniego wpisu, wolnych dni (weekend majowy) sprawy wcale nie potoczyły się pomyślnie. Nadal nie mamy ustalonej ostatecznej konfiguracji systemu w firmie hostingowej. Niby to co najważniejsze jest już znane, ale nie wiemy jak będą wyglądać katalogi. Skutkuje to tym, że jeślibyśmy dzisiaj odpalili portal, to zawierałby on wyłącznie tekst, a linki do zdjęć, artykułów, czy same zdjęcia nie byłyby wyświetlane. Poświęciliśmy trochę czasu na równoległe rozwijanie wersji zastępczej na innym serwerze, ale były to tylko kosmetyczne prace. Trochę także pokomplikowało się życie rodzinne i zawodowe.

Prosimy zatem o dalszą cierpliwość, mamy świadomość tego co o tym sądzicie, mamy od Was telefony w sprawach WCWI. Nic jednak ponad to, co robimy nie pomoże nam przyśpieszyć prac nad portalem.

W następnym tygodniu napiszemy, czy sprawy posunęły się do przodu.

Administratorzy

* * *

[ 27-04-2016 | 13:45 ]

Użytkownicy WCWI,

Czas na kolejną porcję informacji z frontu uruchomienia nowej wersji portalu. W firmie hostingowej nadal trwa dostrajanie usług świadczonych usługobiorcom (w tym także nam) do nowej polityki bezpieczeństwa. Wczoraj otrzymaliśmy informację o zmianie organizacji katalogów i dostępu do różnych funkcji systemu, niestety nie jest to informacja ostateczna. Oznacza to, że nadal nie możemy bezpiecznie i docelowo odpalić nowej wersji, bo może okazać się, że za tydzień znowu będziemy do Was pisać takie informacje jak ta, a portal przestanie działać. Żeby przyśpieszyć (tzn. nie zwlekać nadmiernie) przełączanie między tym co jest teraz, a portalem uruchomimy w czasie tzw. długiego weekendu majowego wersję testową poza naszą firmą hostingową i przygotujemy materiał do przeniesienia. Ta wersja nie będzie dla Was dostępna, ale praca nad nią pozwoli nam na uzupełnienie różnic między tym co już mamy, a tym co było na "białym portalu" tuż przed atakiem.

Liczymy na to, że w tym czasie ustalona zostanie ostateczna konfiguracja w Horyzoncie. Zatem następne wiadomości przedstawimy po 3 maja.

Administratorzy

* * *

[ 20-04-2016 | 10:00 ]

Szanowni Użytkownicy WCWI,

Już zapewne zauważyliście, że od niedzieli nie jest wyświetlana strona portalu. Powodem jest aktualizacja oprogramowania systemowego w naszej firmie hostingowej w następstwie piątkowych i sobotnich cyberataków.

Obecnie sytuacja wygląda nie najlepiej, bo niniejszą informację będziecie oglądać jakiś czas, chociaż tą drogą będziemy informować o postępach prac wdrożeniowych. Nie wrócimy już do starej (białej) wersji portalu, bo nie działała ona w 100%, a w tej sytuacji przywrócenie jej do postaci używalności wymagałoby poświęcenia zbyt dużo czasu. Ten zamierzamy przeznaczyć na przywrócenie do stanu używalności nowej wersji portalu.

Przygotowywanej, nowej wersji WCWI niestety także „oberwało się” przy ataku i rekonfiguracji. Na szczęście nie są to usterki duże, ale wymagają zmian konfiguracji i czasu, którego jak to zwykle bywa, nie mamy w nadmiarze. Ponadto, po pobieżnym przejrzeniu zasobów działającej dotychczas wersji przypuszczamy, że nic nie zostało usunięte (są artykuły, zdjęcia, posty na forum, itd.), i jest to dobra wiadomość!

Na początku przyszłego tygodnia poinformujemy o postępach i przybliżonym czasie odpalenia nowej wersji. Do kontaktu z nami używajcie znanych adresów mejlowych lub dzwońcie.

Administratorzy

the hosting in